kwiecień 28, 2008

Serwis ogłoszeniowy

Kinem zafascynowałem się jeszcze w szkole podstawowej. Głównie za sprawą filmów Stevena Spielberga, takich jak “E.T.”, “Indiana Jones” itd. Uwielbiałem także “Niekończącą się opowieść” i całą masę innych filmów (co dziwne, nigdy nie podobały mi się “Gwiezdne wojny”, nawet dzisiaj). Nie wiem kiedy to się konkretnie stało, ale postanowiłem zostać filmowcem. Wiadomo, praca ciężka do zdobycia, a raczej do utrzymania się w niej. Trzeba mieć niezwykły talent, aby utrzymywać się jako filmowiec. Dlatego też było oczywiste i dla mnie i dla rodziny, że zanim zacznę spełniać swoje marzenia jako filmowiec, muszę zdobyć zawód. Wybrałem biotechnologię, zawsze interesowała mnie biologia, więc ten kierunek nie wydawał mi się jakoś szczególnie nudny. Chociaż i tak moim marzeniem było nadal po biotechnologii wybrać się na filmówkę.
Czasu, który spędzałem na studiach nie chciałem zupełnie zaprzepaszczać z filmowego punktu widzenia. Chciałem kręcić, po amatorsku chociaż, krótkometrażowe filmy, razem z paczką znajomych, tak samo jak ja zafascynowanych kinem. Postanowiłem więc kupić kamerę i sprzęt, który potrzebny mi był do kręcenia filmów. Jednak nie miałem na nie pieniędzy… Zbliżały się akurat wakacje, więc podjąłem szybką decyzję - wyjadę do pracy za granicę i tam zarobię pieniądze na potrzebny mi sprzęt.
Ze znalezieniem pracy nie miałem bardzo dużych kłopotów. Byłem studentem, umiałem bardzo dobrze angielski. Znalazłem w internecie serwis w którym znajdowały się m.in. ogłoszenia o pracy (także oferty sprzedaży nieruchomości, samochodów, komputerów itd.). Niektóre ogłoszenia były naprawdę obiecujące. Wybrałem kilka tych najlepszych, przedyskutowałem sprawę z rodziną i wybrałem jedną z ofert. Skontaktowałem się z pracodawcą i na wakacje pojechałem do Anglii zarobić na sprzęt filmowy.
Po powrocie od razu kupiłem to czego mi było trzeba i zacząłem kręcić swoje własne, pierwsze filmy. Jeszcze rok i kończę studia na biotechnologii, a potem… może faktycznie uda mi się dostać na filmówkę?