Prawo jazdy.
Jakiś czas temu złapało mnie, pomimo ciepłych temperatur, bardzo nieprzyjemne przeziębienie. Zapisałam się na wizytę do mojego lekarza rodzinnego ale niestety było spore opóźnienie i w poczekalni kłębiła się masa pacjentów, wielu z nich, jak to zwykle bywa, bardzo niezadowolonych i wymieniających niepochlebne uwagi odnośnie służby zdrowia. W większości byli to starsi ludzie a ja wiem, że wielu z nich lubi w poczekalniach ponarzekać na polityków, lekarzy czy na cokolwiek innego.
Nie miałam ochoty ani na wysłuchiwanie tego ani też na, tym bardziej, wzięcie udziału w takiej dyskusji. Katar i kaszel dodatkowo strasznie dawały mi się we znaki.
Uznałam, że najlepiej będzie sięgnąć po jakieś czasopismo - miałam nadzieję, że znajdę takowe za wyjątkiem stosu reklam różnych preparatów - i lektura mnie pochłonie.
Dużego wyboru nie miałam, zaczęłam wertować trzy, które leżały na stoliku. Dwa nie zainteresowały mnie zupełnie, w jednym o tematyce różnorakiej począwszy od powstawania nowych miejsc pracy, polityki krajowej i zagranicznej a skończywszy na przepisach kulinarnych znalazłam ciekawy artykulik dotyczący wyrabiania prawa jazdy. Napisany był on lekkim piórem, nie był napisany ciężko czy nazbyt poważnie, a niejednokrotnie autor podawał anegdoty zasłyszane od samych kursantów jak też, niestety, przykre incydenty.
Znalazłam tam wykaz szkół nauki jazdy w Szczecinie z zaznaczeniem tych, o których byli kursanci wypowiadali się najmilej jak i niepochlebnie, cenniki, informacje o kursach. Lubię, gdy autorzy mają lekkie pióra i wplatają w swoje artykuły takie właśnie anegdoty, wtedy czyta się z większą ciekawością a i uśmiechnąć się można.
Sama prawko posiadam od pół roku i porównując moje przeżycia związane z wyrabianiem owego do przeżyć i relacji kursantów uznałam, że też mogłabym się z autorem podzielić niejedną ciekawą historią…
