luty 26, 2008

Muzyczne zamiłowania z młodości

Siła przyzwyczajenia jest potężna. Ktoś, kto wyniósł z domu określone nawyki, całe życie będzie je dostrzegał w swoim zachowaniu. Jeśli są dobre, będzie z nich dumny, jeśli złe – może postarać się zmienić je ciężką pracą i wysiłkiem woli, jeśli neutralne – po prostu zostawi je takie, jakie są.

Tak jest i z naszymi gustami muzycznymi. Czym skorupka za młodu nasiąknie… i tak dalej. Dlatego zawsze z sentymentem wracamy do tych utworów, których słuchaliśmy kiedyś (np. wykonywanych przez ulubiony kwartet smyczkowy), we wczesnej młodości, w tym okresie, gdy samemu zaczyna się odkrywać świat i kształtować swój gust. O którym podobno się nie dyskutuje, hmmm…

No cóż, może się przy tym nagle okazać, że nasz ukochany rodzaj muzyki przez innych postrzegany jest jako nieznośny łomot lub straszliwy obciach. Co wtedy? Można starać się zmienić przyzwyczajenia, można udawać kogoś innego, o całkiem innych zainteresowaniach – ale prawdziwa natura i tak prędzej czy później się ujawni. Najczęściej w zaciszu domowym, gdzie czujemy się bezpiecznie i rozluźniamy kontrolę.

Czy zatem warto zmieniać te gusty i przyzwyczajenia? Nic na siłę. Zawsze jednak można szukać czegoś nowego, nie zasklepiając się na zawsze w tym samym kręgu znanych melodii i wykonawców. Może się bowiem znienacka okazać, że za znanym horyzontem czeka zupełnie inny, rozległy i wspaniały świat, który warto odkryć.